Świt Jedności cz 2 (saga o przejściu do cywilizacji typu 1)

W chwili, gdy biometryczny klucz Elary przesłał ostatni impuls, w sali zapadła absolutna cisza. Nie była to jednak cisza pustki, lecz ta gęsta, naelektryzowana sekunda przed uderzeniem pioruna. Na ekranach terminali parametry "Aury" zaczęły gwałtownie rosnąć. Orbitalny pierścień, dotąd błękitna kreska na niebie, rozjarzył się intensywną, złotą poświatą. W ciągu zaledwie kilkunastu sekund sieć przesyłowa, oplatająca glob niczym nerwy żywego organizmu, zaczęła pompować energię z gigantycznych kolektorów słonecznych umieszczonych w punktach Lagrange’a prosto do głównych węzłów na każdym kontynencie.

Poczuła to niemal fizycznie – delikatne drżenie podłogi, które było echem gigantycznych turbin fuzji jądrowej budzących się do życia na dnie oceanów i w sercach pustyń. To nie był już tylko prąd w gniazdku. To była krew cywilizacji, która właśnie przestała żebrać o energię u martwych szczątków dinozaurów. Elara spojrzała na mapę termiczną Ziemi; widziała, jak ciemne dotąd plamy ubóstwa energetycznego w Afryce i centralnej Azji rozbłyskują jasnym światłem. Pierwszy raz w historii ludzkości cena za kilowatogodzinę spadła do zera, czyniąc pojęcie "braku" archaicznym reliktem przeszłości.

Jednak przejście do Typu 1 to nie tylko technologia, to przede wszystkim zmiana w zbiorowej podświadomości. Na ogromnym telebimie zaczęły pojawiać się obrazy z różnych zakątków świata. W Nowym Jorku, Pekinie i Lagosie ludzie wylegli na ulice, patrząc w niebo, gdzie Aura pulsowała teraz rytmicznie, stabilizując ziemską magnetosferę. Nie było już widać lęku przed nadchodzącymi huraganami, które jeszcze dekadę temu niszczyły całe wybrzeża. Projekt "Jedność" zaczął aktywnie rozpraszać fronty burzowe, zamieniając niszczycielską siłę wiatrów w łagodne deszcze nawadniające nowe uprawy.

„Mamy stabilizację na poziomie 10 do potęgi 16 watów” – zaraportował główny inżynier, a w jego głosie Elara usłyszała nutę niedowierzania. Stali się panami własnego świata. Przekroczyli próg, za którym natura przestała być przeciwnikiem, a stała się partnerem. Elara wiedziała, że to dopiero początek. Przed nimi stało największe wyzwanie: jak zarządzać tą niemal boską mocą, by nie powtórzyć błędów przodków, którzy każdą wielką innowację potrafili zamienić w narzędzie dominacji. Dzisiaj jednak dominacja nie miała sensu, bo gdy każdy ma wszystko, nikt nie musi o nic walczyć.

Posted Using INLEO



0
0
0.000
0 comments